Aktywność fizyczna a starzenie się organizmu

5/5 - (1 vote)

Postępujące z wiekiem zmniejszenie wydolności fizycznej jest wyrazem przebiegających nieustannie procesów starzenia się organizmu. Do istotnej utraty zdolności wykonywania wysił­ków krótkotrwałych o maksymalnej intensywności u kobiet dochodzi już po 50. roku życia, natomiast u mężczyzn powy­żej 65. roku życia. U przedstawicieli obu płci obserwuje się gwałtowne zmniejszenie siły i masy mięśni. Między 20. a 30. rokiem życia mięśnie stanowią 45% masy ciała, natomiast po przekroczeniu 70. roku życia ten odsetek zmniejsza się do około 27% [48]. Siła mięśniowa 65-letniej osoby stanowi 75-85% wartości osiąganej między 20. a 30. rokiem życia. Zmniejszenie siły (około 1% na rok) w wyniku starzenia się organizmu człowieka jest związane przede wszystkim z po­stępującą atrofią mięśni oraz zmianami zachodzących w ner­wach obwodowych [3].

Poza zmianami wynikającymi z postępującej z wiekiem fizjologicznej inwolucji układu mięśniowego, także inne or­gany i układy podlegają zmianom ograniczającym ich spraw­ność i wydolność. Do zmian tego typu dochodzi także w ukła­dzie krążenia, głównie w obrębie roboczego mięśnia serco­wego, aparatu zastawkowego oraz układu bodźco-przewo- dzącego. Postępująca z wiekiem dysfunkcja mitochondriów komórek roboczego mięśnia sercowego prowadzi do ich uszkodzenia przez aktywację pozareceptorowej drogi pro­cesu apoptozy. W rezultacie następuje utrata włókien mię­śniowych, zwiększenie zawartości tkanki łącznej oraz prze­rost komórek mięśniowych. Także w układzie bodźcoprze- wodzącym serca obserwuje się zmiany upośledzające jego sprawność. Starcza przebudowa węzła zatokowo-przedsion- kowego sprzyja rozluźnieniu gęstości komórek P i powoduje zwiększenie w węźle zawartości tkanki łącznej. Skutkiem tego procesu jest utrata zdolności narzucania impulsów elektrycz­nych. Dodatkowo pojawiające się wraz z wiekiem zmiany w mięśniu sercowym sprzyjają częstszemu występowaniu szyb­kich arytmii nadkomorowych, upośledzających funkcję serca [47]. Czynność serca jako pompy ulega pogorszeniu także w wyniku zmian w układzie zastawkowym. Typowym obrazem „starego serca” jest zwyrodnienie i zwapnienie struktur za­stawkowych, co wynika nie tylko, jak dotychczas sądzono, z biernego procesu wysycania aparatu zastawkowego złoga­mi wapnia, ale u części populacji jest związane z aktywnym procesem kalcyfikacji [29].

Na opisane inwolucyjne zmiany starcze nakładają się jesz­cze procesy chorobowe. W praktyce niemal u wszystkich osób w podeszłym wieku współistnieje miażdżyca i występują inne schorzenia obciążające lewą komorę serca, które dodatko­wo nasilają proces postępującej dysfunkcji mięśnia serco­wego. Obecność rozwijającej się na podłożu miażdżycy cho­roby niedokrwiennej serca prowadzi także do postępującej martwicy niedokrwiennej, a rozwój stanów zapalnych powo­duje śmierć komórki wywoływaną czynnikami zapalnymi [15]. Zastępowanie czynnej tkanki mięśniowej tkanką łączną w wyniku różnych procesów przynosi w konsekwencji istotne zwiększenie częstości występowania u ludzi starszych nie­wydolności serca – skurczowej i rozkurczowej.

Zdolność do wykonywania wysiłków fizycznych u ludzi w każdym wieku jest determinowana przez takie czynniki, jak wydolność tlenowa organizmu oraz siła i sprawność mięśni szkieletowych. Do niezależnego funkcjonowania organizmu człowieka konieczne jest pewne minimum wydolności tleno­wej organizmu, które oscyluje w przedziale 13-14 ml/kg/min maksymalnego pochłaniania tlenu (VO2maks.). Regularnie prowadzony trening fizyczny zwiększa wydolność fizyczną i spowalnia zmniejszanie VO2maks. o około 10-20 lat u aktyw­nych fizycznie, w porównaniu z osobami prowadzącymi sie­dzący tryb życia. Ponadto nawet nieznaczne zwiększenie VO2maks. o 3-4 ml/kg/min może wydłużyć okres fizycznej sprawności i niezależności o 6-7 lat [38].

Drugą determinantą warunkującą u osób starszych spraw­ność fizyczną, a przez to niezależność funkcjonalną, jest siła mięśniowa. Stosowanie treningu oporowego może zwiększyć siłę mięśni u osób starszych o 25-100% na skutek procesu hipertrofii i zwiększonej aktywności jednostek ruchowych mięśni, z sugerowanym udziałem podobnego do insuliny czynnika wzrostu I (IGF-I) [1, 12, 21].

Wymienione procesy leżą u podstaw obserwacji klinicz­nych wskazujących na to, że mimo słabszej sprawności wyj­ściowej starsi pacjenci osiągają porównywalny lub większy przyrost sprawności w porównaniu z młodszymi pacjentami. Standaryzowany trening fizyczny polepsza zarówno spraw­ność ruchową, jak i ogranicza uboczne skutki związane z podejmowaniem wysiłku fizycznego, zwiększając bezpieczeń­stwo jego stosowania przez ludzi starszych [17, 24].

Zdrowie

5/5 - (1 vote)

Według konstytucji z 1948 roku Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) zdrowie jest to stan pełnego, dobrego samopoczucia fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko jako brak choroby lub zniedołężnienia. W ostatnich latach definicja ta została uzupełniona o sprawność do prowadzenia produktywnego życia społecznego i ekonomicznego a także o wymiar duchowy:

  • zdrowie fizyczne – prawidłowe funkcjonowanie organizmu, jego układów i narządów,
  • zdrowie psychiczne – a w jego obrębie:
  • zdrowie emocjonalne – zdolność do rozpoznawania uczuć, wyrażania ich w odpowiedni sposób, umiejętność radzenia sobie ze stresem, napięciem, lękiem, depresją, agresją,
  • zdrowie umysłowe – zdolność do logicznego, jasnego myślenia,
  • zdrowie społeczne – zdolność do nawiązywania, podtrzymywania i rozwijania prawidłowych relacji z innymi ludźmi,
  • zdrowie duchowe – u niektórych ludzi związane z wierzeniami i praktykami religijnymi, u innych jest to zbiór zasad, zachowań i sposobów osiągania wewnętrznego spokoju i równowagi.

Zdrowie w medycynie jest określane jako „homeostaza” czyli stan wewnętrznej równowagi. W medycynie niekonwencjonalnej zdrowie określa się jako ogólny stan dobrego samopoczucia.

Zalecenia dotyczące aktywności fizycznej ludzi starszych

5/5 - (1 vote)

Regularna aktywność fizyczna jest nieodzownym elementem działań profilaktycznych u chorych w każdym wieku, także podeszłym. Podważa to dominujące do niedawna twierdze­nie, że jest ona przeciwwskazana u chorych powyżej 80.-85. roku życia. Ranga problemu spowodowała, że głos w tej spra­wie zabrała renomowana instytucja, taka jak Światowa Or­ganizacja Zdrowia (WHO) [41].

Zadaniem lekarza oraz pozostałego personelu medycz­nego jest nie tylko zapewnienie pacjentom, zwłaszcza star­szym, bezpiecznych warunków do uprawiania treningu fizycz­nego, ale także promowanie codziennej aktywności rucho­wej. Szczególnie skuteczne są indywidualne rozmowy z pa­cjentem, mające na celu nie tylko przedstawienie możliwości i oczekiwanych korzyści wynikających z regularnej aktywno­ści fizycznej, ale także rozpoznanie współistniejących scho­rzeń oraz socjoekonomicznych i środowiskowych barier utrud­niających realizację programu nadzorowanej rehabilitacji i samodzielnej aktywności. Lekarz powinien być także pomoc­ny w wyznaczaniu kolejnych poziomów intensywności ćwi­czeń, we wzmacnianiu u pacjenta pozytywnej motywacji i wiary we własne możliwości, w pokonywaniu lęku przed dys­komfortem, bólem i niemożnością, a także w pozyskiwaniu wsparcia rodziny i przyjaciół [32].

W przypadku chorych w starszym wieku mamy do czy­nienia z dużym zindywidualizowaniem procesu aktywizacji ruchowej. Zależy on bowiem od wielu czynników: stanu zdro­wia, występowania schorzeń współistniejących oraz wyjścio­wej sprawności fizycznej. Przed zakwalifikowaniem osoby w podeszłym wieku do programu rehabilitacji kardiologicznej niezbędne jest przeprowadzenie dokładnego wywiadu i ba­dania fizykalnego w celu określenia: czynników ryzyka wy­stąpienia choroby wieńcowej, reakcji na wysiłek oraz ograni­czeń w wykonywaniu ćwiczeń fizycznych. Są pewne stany chorobowe stanowiące przeciwwskazania do wykonywania ćwiczeń aerobowych i treningu oporowego, takie jak: świeży zawał mięśnia sercowego, dławica niestabilna, blok przed- sionkowo-komorowy III stopnia, ostra zastoinowa niewydol­ność serca, źle kontrolowane nadciśnienie tętnicze i choroby metaboliczne. Do przeciwwskazań względnych zalicza się kardiomiopatie, zastawkowe wady serca i złożone komoro­we zaburzenia rytmu. Jednak nawet pacjenci z wymieniony­mi schorzeniami mogą być poddani ćwiczeniom na odpowied­nim bezpiecznym poziomie, tuż po włączeniu właściwego leczenia [36].

Po rozpoznaniu choroby wieńcowej serca lekarz prowa­dzący jest zobowiązany nie tylko zapoznać pacjenta z czyn­nikami ryzyka i przedstawić mu długoterminową strategię ograniczania ich wpływu, ale także zalecić przystąpienie do programu rehabilitacji kardiologicznej. Ćwiczenia w trakcie rehabilitacji muszą być planowane indywidualnie, zwłaszcza u chorych po 75. roku życia. Jest to związane z większym stopniem niepełnosprawności nie tylko z przyczyn kardiolo­gicznych, ale także z powodu zmniejszenia masy mięśnio­wej oraz częstszego występowania chorób przewlekłych. Niebagatelne znaczenie w planowaniu ćwiczeń ruchowych mają także czynniki psychospołeczne, takie jak: lęk, depre­sja, postępująca izolacja społeczna oraz brak tradycji upra­wiania aktywności fizycznej w podeszłym wieku.

Program rehabilitacji kardiologicznej u pacjentów w po­deszłym wieku powinien obejmować trzy komponenty: ćwi­czenia aerobowe, trening siłowy oraz ćwiczenia rozwijające giętkość ciała i poczucie równowagi. Ćwiczenia aerobowe (wytrzymałościowe) powinny być wykonywane przynajmniej dwa razy w tygodniu i trwać, nie wliczając rozgrzewki, nie mniej niż 20 min. Docelowa intensywność treningu powinna wynosić 40-60% rezerwy częstości skurczów serca. Typowa sesja powinna zaczynać się 10-minutową „rozgrzewką” i koń­czyć tak samo długim okresem relaksującym, ze szczegól­nym uwzględnieniem ćwiczeń rozluźniających i rozciągają­cych. Zasadnicza część sesji powinna składać się z ćwiczeń aerobowych (marsz na bieżni ruchomej, jazda na ergome- trze rowerowym). Kolejnym elementem treningu są ćwicze­nia siłowe – oporowe wykonywane dwa razy w tygodniu po 20 min. Powinny obejmować zestaw kilku ćwiczeń angażują­cych wszystkie najważniejsze grupy mięśni. Ćwiczenia do­brane indywidualnie powinny składać się z serii 10-15 po­wtórzeń. W pozostałe dni chory powinien wykonywać ćwi­czenia gimnastyczne w pozycji siedzącej, częściowo stoją­cej, z możliwością podparcia (drabinki, poręcz, krzesło). Ze względu na zwiększone ryzyko urazu niezalecanymi w star­szym wieku ćwiczeniami są: jazda na rowerze w terenie oraz sporty dynamiczne, zwłaszcza kontaktowe gry zespołowe [2, 10, 20, 32].


  1. American College of Sports Medicine Position Stand. Exercise and phy- sical activity for older adults. Sci. Sports Exerc., 1998, 30,992-1008.
  2. Astrand P., Rodahl K.: Textbook of work physiology. McGraw-Hill Book Co., 1986.
  3. Bień B.: Stan zdrowia i sprawność ludzi starszych. W: Synak B. (red.): Polska starość. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2002.
  4. Biolo G., Declan Fleming R.Y., Wolfe R.R.: Physiologic hyperinsulinemia stimulates protein synthesis and enhances transport of selected amino- acids in human skeletal muscle. Clin. Invest., 1995, 95, 811-819.
  5. Bulpitt C.J.: Secondary prevention of coronary heart disease in the elder- ly.Heart, 2005, 91, 396-400.
  6. Campell W.W. i wsp.: Effects of an omnivorous diet compared with a lactoovovegetarian diet in body composition and skeletal muscle in older men. J. Clin. Nutr., 1999, 70 (6), 1032-1039.
  7. Chojnacka-Szawłowska G., Szawłowski K.: Rehabilitacja (Postępowanie rehabilitacyjne u osób w wieku podeszłym). Medyczna Agencja Wydaw­niczo- Informacyjna, Warszawa 1994, s. 178.
  8. Coyle E.F., Jeukendrup A.E., Oseto M.C., Hodgkinson B.J., Zderic T.W.: A chronic low fat diet alters intramuscular substrates and reduced lipoly- sis and fat oxidation during exercise. J. Physiol., 2001, 280, E391- 398.
  9. Evans W.J. Exercise training guidelines for the elderly. Sci. Sports Exerc., 1999, 31, 12-17.
  10. Fiatarone M.A., O’Neill E.F., Doyle N. i wsp.: Exercise training and nutri- tional supplementation for physical frailty in very elderly people. Engl. J. Med., 1994, 330, 1769-1775.
  11. Frontera W.R., Meredith C.N., O’Reilly K.P. i wsp.: Strength conditioning in older men: skeletal muscle hypertrophy and improved function. Appl. Physiol., 1988, 64, 1038-1044.
  12. Główny Urząd Statystyczny: Seniorzy w polskim społeczeństwie. GUS, Warszawa 1999.
  13. Hanna I.R., Wenger N.K.: Secondary prevention of coronary heart dise­ase in elderly patients. Fam. Physicians, 2005, 71, 2289-2296.
  14. Hattori K., Tanaka M., Sugiyama T. i wsp.: Age-dependent increase in deleted mitochondrial DNA in human heart: possible contributory factor to presbycardia. Heart J., 1991, 121, 1735-1742.
  15. Jackevicius C.A., Mamdani M., Tu J.V.: Adherence with statin therapy in elderly patients with and without acute coronary syndromes.JAMA, 2002, 288, 462-467.
  16. Kalka D., Bolanowski J., Bak A. i wsp.: Outcomes of cardiac rehabilita- tion in the elderly.Circulation 2005, 111, 294.
  17. Kirwan J.P., Kohrt W.M., Wojta D.M. i wsp.: Endurance exercise training reduces glucose-stimulated insuline levels in 60-to 70-year old men and women. Gerontol., 1993, 48, M84-90.
  18. Kocemba J.: Kardiologia geriatryczna. W: Grodzicki T., Gryglewski B., Dubiel J. (red.): Kardiologia u osób w wieku podeszłym. Medical Press, Gdańsk 2003.
  19. Kompleksowa Rehabilitacja Kardiologiczna. Stanowisko Komisji ds. Opra­cowania Standardów Rehabilitacji Kardiologicznej PTK. Folia Cardiologi- ca, 2004, 11, suppl. A, A40.
  20. Kostek M.C., Delmonico M.J., Reichel J.B. i wsp.: Muscle strength re- sponse to strength training is influenced by insulin-like growth factor 1 genotype in older adults. Appl. Physiol., 2005, 98, 2147-2154.
  21. Lavie C.J., Milani R.V., Cassidy M.M. i wsp.: Benefits of Cardiac Rehabi- litation and Exercise Training in Older Persons. J. Geriatr. Cardiol., 1995, 4 (4), 42-48.
  22. Lavie C.J., Milani R.V.: Benefits of cardiac rehabilitation and exercise training programs in elderly coronary patients. J. Geriatr. Cardiol., 2001, 10 (6), 323-327.
  23. Lavie C.J., Milani R.V.: Effects of cardiac rehabilitation and exercise tra­ining programs in patients > or = 75 years of age. J. Cardiol., 1996, 78, 675-677.
  24. Laurie N.: Healthy People 2010: Setting the nation’s public health agen­da. Med., 2000, 75, 12-13.
  25. McConnell T.R., Laubach C.A. 3rd, Szmedra L.: Age and Gender Related Trends in Body Composition, Lipids and Exercise Capacity During Car­diac Rehabilitation. J. Geriatr. Cardiol., 1997, 6 (4), 37-45.
  26. Mertens D.J., Kavanagh T., Campbell R.B.: Exercise without dietary re- striction as a means to long-term fat loss in the obese cardiac patients. Sports Med. Phys. Fitness, 1998, 38, 310-316.
  27. Mitchell J.B., Pizza F.X., Paquet A. i wsp.: Influence of carbohydrates status on immune response before and after endurance exercise. Appl. Physiol., 1998, 84, 1917-1925.
  28. Mohler E., Gannon F., Reynolds C. i wsp.: Bone formation and inflamma- tion in cardiac valves.Circulation, 2001, 103, 1522-1528.
  29. Motoyama M., Sunami Y., Kinoshita F. i wsp.: Blood pressure lowering effect of low intensity aerobic training in elderly hypertensive patients. Sci. Sports Exerc., 1998, 30, 818.
  30. National High Blood Pressure Education Program Working Group: Natio­nal High Blood Pressure Education Program Working Group Report on Hypertension in the Elderly.Hypertension, 1994, 23, 275-285.
  31. Nied R.J., Franklin B.: Promoting and prescribing exercise for the elderly. Fam. Physician, 2002, 65, 419-428.
  32. Paffenbarger R.S., Hyde R.T., Wing A.L. i wsp.: The association of chan- ges in physical-activity level and other lifestyle characteristics with mor- tality among men. Engel. J. Med., 328, 538-545, 1993.
  33. Poehlman E.T.: Regulation of energy expenditure in aging humans. Am. Geriatr. Soc., 1993, 41, 552-559.
  34. Poirier P., Giles T.D., Bray G.A. i wsp.: AHA Scientific Statement. Obesity and cardiovascular disease: pathophysiology, evaluation, and effect of weight loss.Circulation, 2006, 113, 898-918.
  35. Pollock M.L., Franklin B.A., Balady G.J. i wsp.: AHA Science Advisory. Resistance exercise in individuals with and without cardiovascular dise- ase: benefits, rationale, safety, and prescription. Circulation, 2000, 101, 828-933.
  36. Seux ML. i wsp.: Correlates of cognitive status of old patients with isola- ted systolic hypertension: The Syst-Eur Vascular Dementia Project. Hypertens., 1998, 16, 963.
  37. Shephard R.J.: Physical fitness: exercise and ageing. W: Pathy M.S.J. (ed.), John Wiley and Sons Ltd, 1991, 279-294.
  38. Smith S.C. Jr., Blair S.N., Bonow R.O. i wsp.: AHA/ACC guidelines for preventing heart attack and death in patients with atherosclerotic cardio- vascular disease: 2001 update. A statement for healthcare professionals from the Amercian Heart Association and the American College of Car- diology. Am. Coll. Cardiol., 2001, 38, 1581-1588.
  39. Swan H.J.C., Gersh B.J., Grayboys T.B., Ullyot D.J.: Evaluation and ma- nagement of risk factors for the individual patient (case management). Am. Coll. Cardiol., 1996, 27, 1030-1047.
  40. The WHO guidelines for promoting physical activity among older per- sons. Aging Phys. Activity, 1997, 5, 1-8.
  41. Third report of the National Cholesterol Education program (NCEP) Expert Panel on Detection, Evaluation, and Treatment of High Blood Cholesterol in Adults (Adult Treatment Panel III) final report.Circulation, 2002, 106, 3143-3421.
  42. Turcato E., Bosello O., Di Francesco V. i wsp.: Waist circumference and abdominal sagittal diameter as surrogates of body fat distribution in the elderly: their relation with cardiovascular risk factors. J. Obes. Relat. Metab. Disord., 2000, 24, 1005-1010.
  43. Vaitkevicius P.V., Ebersold C., Shah M.S. i wsp.: Effects of aerobic exer- cise training in community-based subjects aged 80 and older: a pilot stu- dy. Am. Geriatr. Soc., 2002, 50, 2009.
  44. Whelton P.K., Appel L.J., Espeland M.A. i wsp.: Sodium reduction and weight loss in the treatment of hypertension in older persons: a randomi- zed controlled trial of nonpharmacologic interventions in the elderly (TONE).JAMA, 1998, 279, 1954.
  45. Williams M.A., Fleg J.L., Ades P.A. i wsp.: Secondary prevention of co­ronary heart disease in the elderly (with emphasis on patients > or = 75 years of age): an American Heart Association scientific statement from the Council on Clinical Cardiology Subcommittee on Exercise, Cardiac Rehabilitation, and Prevention.Circulation, 2002, 105, 1735-1743.
  46. Wolf P., Abbott R., Kannel W.: Atrial fibrillation as independent risk factor for stroke.The Framingham Study. Stroke, 1991, 22, 983-992.
  47. Żołądź J.: Wydolność fizyczna człowieka. W: Górski J. (red.): Fizjologicz­ne podstawy wysiłku fizycznego. Wydawnictwo Lekarskie PZWL, War­szawa 2002, s. 472.

Założenia i społeczny odbiór reformy służby zdrowia z 1999 roku

5/5 - (2 votes)

Wszyscy mamy jednakowe prawo do leczenia, ale w rzeczywistości nie wszyscy potrzebujący dostaną nowe serce, nie wszyscy chorzy na raka specyfiki najnowszej generacji. Jeden umrze, drugi przeżyje, nawet, gdy na starcie – szanse mieli podobne. Przez to, że „należy” nam się wszystko, wyegzekwować nie można niczego. Solidaryzm społeczny, którym pozornie się kieruje, zakłada, że zdrowi płacą za leczenie chorych, zamożniejsi za biedniejszych, rolnicy nie płacą wcale. Zarzuca się, kto może (lub musi) – wyciąga, kto potrafi. Jeśli drogich i skutecznych leków nie starcza dla wszystkich potrzebujących, to ktoś je reglamentuje, zaś kryteria są niejasne lub nie ma ich wcale. I nie ma takich pieniędzy, które zapewnią wszystkim wszystko. Wiadomo, że leczenie będzie kosztowało coraz drożej. Czy nie lepiej zatem precyzyjnie określić minimum, które się rzeczywiście należy każdemu, niż obiecywać „według potrzeb” to, co i tak będzie dostępne dla nielicznych? Wówczas za wszystko, ponad ten standard minimalny, rzeczywiście ratujący życie, powinniśmy po prostu zapłacić sami.

Czy bylibyśmy w gorszej sytuacji niż obecnie? Nie sądzę. Nasz wybór nie polega na tym, czy za zdrowie płacić więcej, czy też nie, jego ratowanie i ochrona będzie bowiem coraz bardziej kosztowna.

Możemy natomiast wybierać, czy będziemy te coraz większe pieniądze nadal wrzucać do wspólnego worka, bez żadnej gwarancji, że gdy sami znajdziemy się w potrzebie, dostaniemy z niego tyle, ile nam „się należy”.

Czy też zgodzimy się, ze za składkę na kasy chorych należy nam się tylko precyzyjnie określone minimum, a za resztę płacimy sami. To znaczy mamy do wyboru różne systemy dodatkowych prywatnych ubezpieczeń. Unikanie tego wyboru jest milczącą zgodą na to, że jeden dostanie nawet drogie serce, a inny umrze, bo leczono go tanio i nieskutecznie. I nikt nigdy nie dowie się, dlaczego los akurat tak rozdał karty.

Rządowe projekt reformy służby zdrowia

5/5 - (1 vote)

Minister ze swojej strony proponuje takie zmiany systemowe, które ładnie wyglądają na papierze, ale nic nie zmienią w zarobkach konkretnej pielęgniarki. Rząd chce czasowo dać dyrektorom szpitali i placówek medycznych prawo do podniesienia płac pracowniczych o 4%, ponad realny wzrost wynagrodzeń w przedsiębiorstwach. Tyle, że rząd zastrzega, iż podwyżki mogą dać tylko ci dyrektorzy, którzy mają na to pieniądze. Otóż dyrektorzy, którzy je mają, już je dostali. Więcej – pod groźbą strajku dało podwyżki wielu dyrektorów, których na to nie stać. A i tak zostało jeszcze wielu, dla których jakiekolwiek podwyżki oznaczają bankructwo szpitala.

Z roku na rok szpitale dostają od kas coraz mniejszy odsetek pieniędzy ze składak. Tak z resztą miało być – polityka trudnego pieniądza miała zmusić dyrektorów szpitali do większej gospodarności, a samorządy – do wyeliminowania zbędnych placówek.

Nikt nie przeczy, że jest to konieczne. Jeśli w województwie dolnośląskim jest dwa razy więcej łóżek szpitalnych na 10 tysięcy mieszkańców niż w wielkopolskim, to wiadomo, że utrzymanie tej bazy kosztuje więcej. Zrozumiałe się staje, dlaczego właśnie na Dolnym Śląsku strajki pielęgniarek przybierają najostrzejszą formę. Wszystkie placówki są na wegetację, póki nie znajdzie się śmiałek, który zlikwiduje zbędne szpitale.

Powinien to zrobić marszałek sejmu wojewódzkiego, gdyż to on jest organem właścicielskim części szpitali, tych z nazwą „wojewódzki” (po 49 województwach odziedziczyliśmy mnóstwo takich placówek). Tak się jednak składa, że radę kasy chorych wybiera sejmik wojewódzki. Od rady zależy podział pieniędzy pomiędzy szpitale. Zatem to, ile dostanie każda placówka, zależy od właściciela niektórych placówek.

Można się więc spodziewać, że gdy restrukturyzacja zacznie się na dobre, wykosi najpierw szpitale powiatowe (podległe starostom), które nie mają silnego lobby w kasach. Wydłuży to drogę pacjenta do szpitala i podniesie koszty leczenia. Nie w tym kierunku miały prowadzić mechanizmy reformy. Być może przekazanie części szpitali powiatom było błędem. Błąd ten należałoby naprawić, zanim poznikają z mapy szpitale powiatowe.

Nie strajkują pracownicy przychodni rejonowych i specjalistycznych. Część to ci, którzy już pracują w placówkach sprywatyzowanych – zarabia dziś więcej. Reszta liczy na prywatyzację, która przez cały czas się dokonuje. Od początku tej reformy cała podstawowa opieka zdrowotna zasilana jest szerszym strumieniem pieniędzy niż przed 1999 rokiem. Dzięki temu się rozwija, dzięki temu znajdują się prywatne firmy, które inwestują w nowe przychodnie.

Jednocześnie wytworzyły się jednak ogromne napięcia na styku pomiędzy podstawową opieką zdrowotną, ambulatoryjną opieką specjalistyczną i leczeniem szpitalnym. Każdy z tych szczebli stara się ścisnąć własne koszty przerzucając je na partnera. W efekcie w pierwszym roku reformy do szpitali trafiło 40% więcej pacjentów niż rok wcześniej. Szpitale dostały mniej pieniędzy (bo z założenia miało to prowadzić do stopniowej likwidacji niepotrzebnych placówek), ale spadły na nie większe zadania (bo lekarze rodzinni i przychodnie oszczędzały na pacjentach, odsyłając ich do szpitali). Strach pomyśleć, jak się to odbiło na jakości opieki nad chorymi. Na razie jednak jakości nikt nie mierzy, bo nie ma jak.

Natomiast kasy chorych próbują ograniczyć koszty takiego leczenia, narzucając limity przyjęć do szpitali. Rytualne „rozumiemy wasz problem, ale nie mamy pieniędzy”, pada we wszystkich kasach wobec wszystkich dyrektorów. Zastanawia tylko, po co ta niezwykle pracochłonna procedura konkursu ofert, skoro nikt nie ma czasu nawet ich przeczytać – co przyznali w zeszłym roku sami dyrektorzy kas – a tym bardziej respektować zawartych kontraktów.

Na dłuższą metę kontrakty to ślepa uliczka, bo – choćby w związku z prywatyzacją podstawowej opieki zdrowotnej – lawinowo przyrastać będzie liczba ofert. Tam, gdzie do tej pory działał jeden wielki Zespół Opieki Zdrowotnej z kilkunastoma przychodniami i szpitalami, powstają oddzielne małe placówki. Zamiast kilkuset, kasa będzie musiała przeglądać kilka tysięcy ofert, rozmawiać z kilkoma tysiącami ludzi – co pochłania czas nawet wtedy, gdy te rozmowy są fikcją.

Po co zawierać umowy cywilnoprawne, które jednak strona może w każdej chwili zmienić? Co z tego, że w sądzie szpital by wygrał proces z kasą, jeśli za trzy – pięć lat – bo tyle trwa postępowanie sądowe w tego rodzaju sprawach – po szpitalu, który nie dostanie pieniędzy z kasy, nie będzie już nawet śladu?

Czy nie można by się obejść bez negocjacji i kontraktów? Za podobne usługi medyczne powinny obowiązywać uśrednione stawki. Mogłyby być nieco zróżnicowane regionalnie (bo różne są koszty niezależne od szpitala), ale obecna dowolność w ustalaniu stawek przez kasę to system wymyślony dla aniołów niepodatnych na korupcję, znajomości, protekcję.

Na razie mimo narzekań na działalność kas chorych nic się nie zmieniło. Mimo napięć płaconych i wzrostu zadłużenia szpitali Krajowy Związek Kas Chorych zaleca, by nadal ograniczać nakłady na szpitale, a zwiększać – na opiekę podstawową i specjalistyczną. W tej sytuacji obarczanie dyrektorów szpitali winą za niskie płace personelu jest zwykłym nadużyciem.

Minął drugi rok od wprowadzenia nowych mechanizmów finansowych. Miały pchnąć system ochrony zdrowia na rynkowe tory. Konkurencja między szpitalami miała poprawić jakość usług zdrowotnych. System płacenia za wykonaną pracę miał skłonić placówki, by zabiegały o pacjenta, zamiast traktować go jak piąte koło u wozu. Twarde zasady finansowania miały wyeliminować rozrzutność, zmusić dyrektorów do rachunku ekonomicznego, a samorządy skłonić do likwidacji placówek zbędnych. Samodzielność dyrektorów w dysponowaniu pieniędzmi, ale też ich odpowiedzialność za wyniki finansowe miały wykluczyć zadłużenie się placówek i liczenie na mannę z nieba. Oczekiwano, że każdy dyrektor wprowadzi kilkuletnią strategię rozwoju firmy – pozbędzie się nadmiernego zatrudnienia, a pracownikom zacznie płacić uczciwie za uczciwą pracę.

Szczególne nadzieje wiązano z lekarzem rodzinnym – koordynującym całą opiekę nad pacjentami. To on poprzez prawo do wypisywania skierowań – miał decydować, jakie zalecić choremu badania, konsultacje specjalistyczne, leczenie szpitalne, uzdrowiskowe czy rehabilitacyjne. Wierzono, że dzięki lekarzom rodzinnym system stanie się oszczędniejszy bez szkody dla pacjenta, a także bardziej przyjazny dla człowieka chorego.

Przede wszystkim jednak po reformie miały zniknąć coroczne gorszące przetargi o wysokości nakładów na zdrowie towarzyszące uchwaleniu budżetu w Sejmie. Nareszcie, po raz pierwszy, awantury polityczne miało zastąpić rozwiązanie systemowe. Stały odpis od dochodów każdego podatnika miał sprawić, że pieniędzy na zdrowie będzie przybywać w terminie bogacenia się społeczeństwa.

Gołym okiem widać, że żaden z tych mechanizmów nie dał oczekiwanego efektu. Ale widać też, że wpłynął na zmianę zachowań każdego uczestnika systemu. Z pewnością dwa lata to za mało, by przesądzać, czy na pewno reformatorzy ponieśli sromotną klęskę – – o sukcesie nie ośmielają się dziś mówić nawet autorzy reformy – ale najwyższa pora, by z analizy tych nowych zachowań wysunąć wnioski i skorygować kierunek zmian.

Takiej analizy nie ma. To doprawdy zdumiewające, że z jednej strony, od 1 stycznia 1999 r. niewyobrażalnie wzrosła sprawozdawczość na każdym szczeblu zarządzania systemem ochrony zdrowia, a z drugiej – cała ta gigantyczna praca jest kompletnie bezużyteczna. Rośnie armia urzędników, którzy kalkulują, badają, piętrzą statystyki. Od pielęgniarki liczącej waciki na oddziale, poprzez informatyka w kasie chorych, po urzędnika Ministerstwa Zdrowia – wszyscy dziś przekładają papierki.

„I nikt nie umie odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo zadłużone są placówki ochrony zdrowia. Z opasłego tomiszcza sprawozdania pełnomocnika rządu można się dowiedzieć, że po pierwszym roku działania ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym straty tych placówek wynosiły w całym kraju 35 mln zł. Tymczasem w samych tylko szpitalach wojewódzkich na Dolnym Śląsku długi wynoszą 200 mln zł, a do końca roku mają wynosić do 250 mln. czy to znaczy, że długi placówek narastają z roku na rok, czy też sprawozdanie oparte na wyrywkowych danych – sporządzono tak, by pokazać wyłącznie dobrodziejstwa reformy u ukryć złe skutki?

Nie wolno dzisiaj politykom mówić, że reforma zahamowała wzrost zadłużenia w służbie zdrowia. Nie wolno porównywać długu 7,5 mld zł, który przyjął budżet w 1998 r., do zadłużenia tegorocznego i twierdzić, że jest to sukces reformy. Nikt nie wie, jakie naprawdę jest obecne zadłużenie, zaś spadek po startym systemie budżetowym był efektem wielu lat działalności placówek”.18

Z 17 kas chorych każda po swojemu rozlicza się za usługi i ma własne priorytety – i nie ma takiego szczebla centralnego, na którym dokonano by analizy, które rozwiązanie warto powielać i które prowadzi w ślepą uliczkę. Zresztą trudno o taką analizę, skoro dane z różnych kas są nieporównywalne.

Ani pełnomocnik rządu do spraw reformy, ani Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych, ani Ministerstwo Zdrowia nie panują nad polityką kas, bo nie mają takich uprawnień. Reforma stworzyła 17 księstw rządzących się własnymi prawami. Nie wiadomo, dlaczego uznano, że państewka tu będą konkurować między sobą. Na czym polegać ma konkurencja miedzy kasą małopolska z pomorską, skoro każdy ubezpieczony leczy się tam, gdzie chce.

Na rozbiciu dzielnicowym Polski pomiędzy 16 regionalnych kas chorych cierpi pacjent, bo jeśli zdarzy mu się zachorować poza swoim województwem, jest traktowany jak cudzoziemiec bez pieniędzy i bez prawa do ubezpieczenia. Kasy , które powinny rozliczać się między sobą za wynikanie usługi, nie chcą i nie umieją tego robić, a jedyny przejaw ich konkurencji wygląda humorystycznie – każdy z 17 dyrektorów kas gotów przysiąc, że leczy więcej pacjentów, niż ma ubezpieczonych. Gdyby im wszystkim uwierzyć, Polska byłaby 50-milionowym mocarstwem i powinna mieć więcej głosów w Unii Europejskiej, niż nam przyznano w Nicei.

Politycy sądzili, że dzięki składce zniknie coroczny przetarg o nakłady na ochronę zdrowia. Nie zniknął. Teraz co roku toczą się boje o wysokość składki. Ale im większa składka, ty, mniej pieniędzy dostanie budżet z podatków. I choć wszyscy zdają sobie sprawę, że ten system jest niedofinansowany, widać też, że państwo ma więcej nić stać. „Gdy w 19998 roku delegacja polskiego parlamentu odwiedzała Wielką Brytanię, usłyszała, że jej na ubezpieczania nie stać. Jak zatem my mamy udźwignąć skomplikowany i kosztowny system zbierania i ewidencjonowania składek, który na dodatek nie działa (ZUS pobiera opłaty za gromadzenia składek, ale wciąż nie ma komputerowej kontroli ich ściągania)? Czy stać mas ma reformę, która nie przyniosła spodziewanych efektów politycznych i finansowych?”.19

Kalkulując zyski i koszty, należy również pamiętać, że wprowadzenie składki ubezpieczeniowej przyniosło wielką zmianę zachowań społecznych. Dziś pacjenci oczekują i żądają znacznie więcej niż w czasach, kiedy na pasku comiesięcznej wypłaty nie wpisywano kwoty odprowadzonej co miesiąc na ubezpieczenie zdrowotne.

Choć wszyscy lubią narzekać na kasy chorych, to – niestety – powinny one istnieć, lecz jako instytucje rozliczeniowe. Zapewne nie jako instytucje samodzielne, zawieszone w próżni i niezależne od nikogo. Być może powinny być kontrolowane przez wojewodów, gdyby zarządzały pieniędzmi budżetowymi. Na pewno muszą mieć narzędzia działania w postaci stawek za usługi i standardów określających jakość usług. Natomiast nie wiadomo, co zrobić, by w kasach pracowali fachowcy – niezależni od polityków, którzy mianują zarządy kas. To powszechna choroba polskiej demokracji, że nawet stanowisko sprzątaczki jest z nominacji, jeśli tylko przynosi korzyści.

Gdyby mieli wrócić do finansowania z budżetu, to musimy zapewnić dopływ dodatkowych pieniędzy do systemu ochrony zdrowia. Parlament powinien więc określić, jaki pakiet usług finansuje z podatków obywateli, a za jakie usługi płacą sami pacjenci. Dopiero wówczas nastąpiłby sprzyjający klimat do rozwoju ubezpieczeń dodatkowych z zarobków pracowników.


18 E. Cichocka, Może rozstać się z mrzonkami? „Gazeta wyborcza” 2000, s. 17.

19 E. Cichocka, op. cit., s. 17.